O czterech takich co…

Do zajazdu weszli w czterech, ale za to z hukiem nieoliwionych drzwi i powiewem kurzu z wyschniętego traktu. Pierwszy niewiele wystający ponad stoły ubrany był w koszulkę kolczą koloru drogi. Drugi szeroki jak wzrost pierwszego, mierzył z cały metr  osiemdziesiąt, odziany był w typowe szaty podróżne  a to co go wyróżniało to sporych gabarytów miecz, przez plecy przerzucony. Trzeci z nich szczupły niczym łania w zimie srogiej, wkroczył w szacie zwiewnej ni to habicie, ni sukni. Ostatni z przybyszów także w szatach podróżnych miał po prostu uszy z lekka szpiczaste i łuk w pokrowcu na plecach.Zajazd jak to zajazd, w szczególności, że  jedyny na 3 wsie wyglądał typowo. Drewniane ławy i stoły, gruba warstwa słomy i brudu na podłodze, gdzieniegdzie nosząca ślady spotkań młodzieży z różnych wsi. Z pięciu stolików zajęty był jeden. Przy którym przy niepojętej w zasadach rozgrywce w karty siedziało czterech miejscowych starców. Do burd już nie skorych, bo nowych omietli jedynie spojrzeniem i powrócili do rozgrywki. Jedyną osobą zainteresowaną gośćmi wydawał się karczmarz. Aczkolwiek zza szynku nie wydobył swoich czterech liter, co najmniej do czasu aż goście zasiedli przy wybranym przez siebie stoliku. Cała czwórka nowych wybrała strategiczny stolik na uboczu przy ścianie, przegoniwszy jedynie jakiegoś szczura ochoczo zajadającego coś w poszyciu pod stolikiem.

-Esz… piwa bym się napił- zagadnął pierwszy z gości do kompanów po zajęciu miejsca przy stole.

-Poczekaj podejdzie- odezwał się trzeci z nich

-Oj ty to się arystokrata od 7 bogów znasz na zajazdach jak mój koń na pędzeniu bimbru.

-Nie p….p…rzeszkadzaj toć p…p…odzszedł- drugi z nich wtrącił się jako jedyny zauważając że jednak zza szynkwasu wytoczyła sięobsługa.

-W czym mogę gościć-lekko piskliwie odezwał się karczmarz- jak rozumiem pokoje, stajnia, posiłek dla państwa, przekąska i balia z wodą albo i ba! niech na moją stratę będzie cztery balie i czyste szmaty dla podtarcia-

-Ale- czwarty z nich próbował złożyć zamówienie ….

-Ależ oczywiście i mydło w cenie się znajdzie i ług na szaty, a i psubrat pachołek konie oporządzi, a za dodatkową opłatą to i nasz wszech sławny bard jakąś pieśń zaśpiewa uszy i posiłek umilając!

-Niech wam będzie…-uśmiech szczery na twarzy karczmarza zakwitł niczym zborze w obfitych plonach-Ale…

-Już podaję, ale liczyć to będzie, mi to gardło sobie podrzynając, dla takich szlachetnych gości, cztery dukaty szlachetne w Pańskiej Króla Jego Mości wytoczonej mennicy i ten tego napiwkiem nie wzgardzę- Jednym tchem wyliczył jakby tylko to mu dane było powiedzieć

-Ile ku… -drugi z nich z lekka ceną poruszony za miecz chciał łapać

Obsługa pro zdrowie własne zaczęła się cofać nieznacznie w kierunku szynku

-Niech ci będzie pędraku…czorcie ze splugawionej kobyły powity- pierwszy z nich widać do burdy nieskory za sakwę chwycił-ALE…

-Ale migusiem przygotować już pędzę- w ukłonach oddalać się zaczął unikając  widocznie pytań dalszych

-Ale …- niestrudzenie próbował podjąć swoją wypowiedź

-Ale i smok się w okolicy znajdzie i zapłata ale przygotować już pędzę, widać żeście strudzeni!

Drugi z przybyszów jednak nie miał cierpliwość czy to czekać na smoka, czy na „dziewice” w celu bałamucenia, czy też wysłuchiwać karczmarza w jego wywodach, przy grzmocił pięścią w stół i tonem nie noszącym sprzeciwu bez utraty zębów powiedział

-Ale piwa najpierw przynieś bo cię psem twym wychędożę!

Karczmarz pobladł. Cofnął się spory krok w tył. I wydukał głosem straceńca.

-Nie ma…

Cała czwórka raźnym głosem:

– CO MURWA! Miodu polej!

-nnnnnie ma- kolejny krok karczmarza w tył

– WINA psia twoja babka i jej stryj przez straceńca chędożony!!! – cztery głosy brzmiały jak jeden

Pobladły karczmarz zaprzeczył tylko ruchem głowy

-wódki?

Zapytał niepewnie czwarty z nich

-nie ma- cicho odpowiedział cofając się kolejny krok- ale mamy smoka…

-PO Kiego nam smok jak o suchym pysku jesteśmy????- brygada zapytała po raz kolejny jednym głosem

-To ja przygotuję pokoje i strawę i balie a szanowni panowie może przejdą kawałek i za wzgórkiem klasztor i tam o smoku opowiedzą.

– A piwo mają??? – pierwszy nie dał się zbić z tropu

-Pójdziem  to się dowiem?-  Drugi błysnął elokwencją

-Nie mają-karczmarz szczerością zaryzykował życie- i przez nich my nie mamy…

-Wot pieruństwo kler…moczymordy łoją bardziej od strudzonych podróżnych.. znaczy nas a gdzie gościnność i współczucie i ratunek!-trzeci podsumował

-Nieeeee….. – cicho dopowiedział karczmarz- Ale pójdźcie to się dowiecie.

-Nie dziwię się że smoka mają, przy takiej niegodziwości dla podróżnych- pierwszy układał sobie koncepcję na kiego na takim  zadupiu bez dziewic i napitku smok

-Może im plony spalił i nie mieli z czego, albo składzik-drugi miął koncepcję typowo ratującą życie miejscowym

-Marudzicie… aczkolwiek w gardle to mi zaschło a wody jak zwierze pić nie będę- trzeci ot tak powiedział co myślał

-Ziemi nie słuchali to im pogniły plony a wino spleśniało- czwarty jak zwykle twierdził, że to kara dla pospólstwa

Powiedziawszy co kto miał, dotarli prawie do klasztoru, faktycznie za wzgórkiem ulokowanym.

Reklamy

One response to “O czterech takich co…

  1. Pisz, fajnie się robi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s