Żeby nie było ja wciąż żyję.

Nie ma co ukrywać, jakoś tak od pewnego czasu blogowanie, rozumiane tak jako pisanie jak i czytanie, zostało u mnie odsunięte na dalszy plan. Zastąpione zostało chyba męczeniem facebooka a konkretnie mafia wars na nim. No nic pora się trochę poprawić. Skończę tą notkę i poczytam blogi znajomych. Wypadało by w końcu pozostawiać jakieś komenty tu i tam;)

Nie pisałem, trochę przez zmęczenie, które powodowało, że bywałem z lekka aspołeczny. Trochę przez mały mętlik i gdybanie nad kilkoma strategicznymi sprawami, co zdecydowanie blokowało moje chęci na uzewnętrznianie się w jakikolwiek sposób. Głównie przez brak decyzji a raczej setki decyzji, i zmienianie ich, co dezaktualizowało by posta co parę linijek tekstu. Nie licząc faktu, że całkiem skutecznie mieszało uświadomienie mi o czym i co chcę napisać. Nie powiem braki czasowe także wpłynęły na brak mej aktywności na wordpressie. Ale w sumie chyba niedługo postaram się coś nadrobić i pojawi się nawet recenzja filmu Boondock Saints 2.

Internet w sumie całkiem szybko został podłączony, tak że już ze dwa tygodnie śmigam z powrotem po internecie, jak już wspominałem  głównie męcząc mafie 😛 Zaskoczyło mnie podłączenie neozdrady w sobotę, ale w sumie nie będę narzekał, że spodziewałem się od poniedziałku w górę:P Grunt, że działa:) Teoretycznie nawet jakąś nawigację mi przyślą, ale sądząc po terminie wysyłki 30 dni roboczych, jeszcze chwilę poczekam:)

Z takich po przeprowadzkowych spraw i informacji. Nadal mieszkam u siostry i póki co wszyscy żyją. Aczkolwiek spora grupa ryb z mojego akwarium nie miała tyle szczęścia i spore straty zaliczyłem, w tym Józka( bojownik, zajebisty był) i Zygfryda (jakiś dziwny dym był w akwarium, łącznie ze zdemolowanym filtrem, i nie znalazłem już kolcobrzucha:( ). Szczurki póki co w przymusowym ograniczeniu wolności, co po tym, że wcześniej biegały większość dnia teraz trochę ciężko znoszą. No a koty się klepią co dało efekt, że Samuel non stop w kanapie schowany i wychodzi tylko na noc kiedy Tigra jest wypraszana z pokoju. Bo inaczej na niego się rzuca robiąc mały Sajgon.  Mój przyszły budynek mieszkalny nadal w budowie, ale chyba całkiem nieźle im idzie, pomimo średnio sprzyjających warunków zewnętrznych, jakie niedawno panowały, co nie przeszkadzało im zasuwać wewnątrz. Do okolicy da się przyzwyczaić, głównym problemem jest fakt, że w okolicy ostatni sklep zamykany jest o 21 a alternatywy są raczej z lekka odległe. Tak więc trzeba przewidywać ile się wypije, bo z dokupywaniem lipa 😛 No i trzeba pamiętać o książce do autobusu bo jadąc na miasto to 30 min w jedną stronę i jajo można wysiedzieć, a jak jeszcze gdzieś korek czy coś to bywa ciekawie.

No nic, pora spać. Dwie, naprawdę udane imprezy motywują do pójścia spać, tak dla odmiany przed 4:P i na swojej kanapie. Chociaż doskwierać będzie brak Natalii obok. Co prawda jutro w miarę spokojny dzień, bo do pracy dopiero we wtorek. Ale i tak sporo do zrobienia będzie. Najbliższy czas zapowiada się pod znakiem walki o jak największą ilość czasu spędzonego z Natalią, merdaniem pracy magisterskiej, bo jakoś sama się skubana nie chcę pisać, pracą zarobkową w kilku formach, no i nadchodzącą za mniej więcej miesiąc wykończeniówką mieszkania. No i postaram się pisać tutaj trochę częściej.

Reklamy

3 responses to “Żeby nie było ja wciąż żyję.

  1. Walcz, walcz, może Ci się uda 😛
    buziak ;]

  2. Jak będziesz chętna i pomożesz to się uda :]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s